Polish Czech English French German Italian Portuguese Russian Spanish Turkish

Przyjaciele cz.1

07. 04. 10
Wpis dodał: Listonorz
Odsłony: 5263
przyjaciele Pan Kazik ma 51 lat, pokaźny brzuszek i gderliwą żonę. Z łowieniem ryb nie ma nic wspólnego. Przez całe życie ciężko pracował w jednej z dużych fabryk, nie mając zbyt wiele czasu na rozrywki. Gdy wracał  po 12 godzinach pracy musiał użerać się z marudą, która wciąż narzekała na mikrą wypłatę pana Kazia i niską stopę życiową. Pan Kazik nie przejmował się tym, siadał w fotelu z butelką piwa w ręku i czytając gazetę miętolił w ręku pilota od telewizora. Tak było do zeszłego roku. W marcu pan Kazik miał zawał. Nie był on zbyt rozległy, i jak sam pan Kazik mówi, to nic poważnego. Jednak w pracy się wystraszyli i na początek wysłali pana Kazia na urlop. Lekarz zalecił wyjazd do sanatorium i pan Kaziu , choć niechętnie, dostosował się do poleceń lekarza. Najbardziej rozpaczała żona pana Kazia, która po raz pierwszy od lat miała zostać w domu sama. Dzieci państwo Waniakowie nie mieli.
Pobyt w sanatorium trwał 3 tygodnie i był nudny jak flaki z olejem, jednak pan Kazik wreszcie odpoczął. Ćwiczenia pozwoliły zrzucić kilka kilo a blada cera nabrała rumieńców. Poza tym nastąpiło brzemienne w skutkach spotkanie. Mianowicie pan Kazik poznał pana Mietka. Na pozór nic ich nie łączyło. Pan Mietek nie był żonaty, mieszkał sam a co najważniejsze, namiętnie łowił ryby. Po powrocie z sanatorium obaj panowie nie zerwali kontaktu. Pan Mietek mieszkał w pobliskich Lubniewicach. Jako iż zbliżała się pora majówek, obaj panowie umówili się na spotkanko przy małej butelce. Żona pana Kazika nie cieszyła się z nowej znajomości męża, ale cóż miała zrobić, lekarz nie pozwalał denerwować męża. Pani Anula nie była złą kobietą i kochała swego męża, więc postanowiła mu pozwolić na podrobinę luzu, tym bardziej że pan Kazik wreszcie czymś się zajął, wreszcie coś sprawiało mu przyjemność a na jego twarzy znów gościł uśmiech. Już kilka dni przed wyjazdem pan Kazik pogwizdywał sobie pod nosem i było widać że myślami już nie jest w domu. Mietek przywitał kolegę na przystanku PKS, a następnie udali się do domku w którym mieszkał. Stół był już zastawiony, więc koledzy od razu zabrali się do konsumpcji. -To co? Jak w sanatorium?- spytał pan Mietek puszczając oczko do Kazika -Jasne- odpowiedział spytany. Mietek nalał wódki do szklanek i panowie opróżnili je jednym haustem. Obaj skrzywili się i zagryźli ogóreczkiem. -A wiesz, jutro zabieram cię na ryby. Mówiłeś, że nigdy nie łowiłeś a ja na tym zęby zjadłem. Chciałbym żebyś też łowił, nie mam z kim nad wodą posiedzieć i myślę że ty byś się nadał na towarzysza wypraw- powiedział Mietek po kilku głębszych. -Ja?! Przecież ja w życiu wędki w ręku nie trzymałem! Myślę że to nie dla mnie. -Bez szemrania! Jutro wstajemy z samego rana i idziemy nad wodę, wędkę masz gotową. Na pierwszą wyprawę wybierzemy się na płotki cobyś się nauczył podstaw- panu Mietkowi troszkę plątał się już język ale nie pozwolił dojść do głosu Kazikowi. -Idziemy i konies, a ty będiesz łowić se mnom! O 4.00 zadzwonił, nastawiony wieczorem budzik. Pan Mietek nie otwierając oczu przewrócił sie na drugi bok. Wyciągnął rękę, jednak stolik stał za daleko. Sięgnął w dół i podniósł kapcia, a następnie otwierając jedno oko rzucił nim w kierunku zegarka. Zegarek spadł na ziemię robiąc jeszcze więcej hałasu, ale nareszcie przestał dzwonić. Pan Mietek z uśmiechem ułożył się wygodniej i zapadł w błogi sen Pan Kaziu, śpiący w innym pokoju nawet nic nie słyszał. Obudził się gdy na dworze było już jasno, spojrzał na zegarek, którego nigdy nie ściągał, była 9.13. Przetarł zaropiałe powieki i poczuł pragnienie. -Ładnie wczoraj zaszaleliśmy- pomyślał-lekko przesadziliśmy bo nawet nie wiem jak tu się znalazłem. Lekko zamroczony usiadł na łóżku i rozejrzał się po pokoju. Prawie z okrzykiem radości zauważył na stole butelkę piwa, szklankę i otwieracz. -Kochany Mietek- powiedział sam do siebie i nie marnując czasu na szklankę pił piwo prosto z butelki. Wtem z impetem otworzyły się drzwi i do środka wpadł pan Mietek. -Wreszcie wstałeś! Myślałem że już się nie obudzisz! Ubieraj się wychodzimy. Oszołomiony Kazik nie protestował i po wizycie w toalecie i szybkim śniadaniu obaj znaleźli się w garażu w celu skompletowania sprzętu. Nad wodą było już kilka osób. Mietek przywitał sie z kolegami, zaglądając do siatek i wiaderek. Płoć brała znakomicie.
  

Partnerzy

http://moczykije.pl/opowiadania/114-przyjaciele-cz1.html
Do góry