Polish Czech English French German Italian Portuguese Russian Spanish Turkish

Letnie wędkowanie

07. 03. 30
Wpis dodał: Maacyy
Odsłony: 7862


pomost W piątkowy letni wieczór jak co tydzień w wakacyjnym czasie wraz z kolegami od wędkowania wybieraliśmy miejsce, w które następnego ranka się udamy z nadzieją na wielką rybę. Ustaliliśmy że miejscem tym będzie pobliskie jezioro w Bledzewie. Ta wyprawa rożni się od innych tym, że dostałem od kolegi wędkę na którą on już nie łapie. Zbiórka o godzinie 2, uważne pakowanie, tankowanie auta i w drogę.
Do naszego miejsca jest ok. 40km w tym ok. 15 km lasem. Jest ciemno, cicho słychać tylko silnik samochodu lecz widok budzącego się do życia lasu pozwala zapomnieć nam o silniku i zatopić się w dźwiękach szumu drzew i ćwierkania ptaków. Dojeżdżamy ok. godz. 3.15 i wybieramy stanowiska. Ja postanawiam rozłożyć się na pobliskiej kładce gdzie naprzeciwko ok. 15 m od brzegu jest  stara, waląca się kładka z której zostało już tylko kilka desek. Pogoda jest wspaniała, miejsce wydaje się też niczego sobie. Przed rozłożeniem wędek postanawiam najpierw  zanęcić. Zanętę mam gotową w wiadrze tylko trzeba rozmieszać z wodą. Woda jest ciepła aż chciało by się do niej wskoczyć. Mija 20 min i są już pierwsze rzuty moją nową wędeczką. Nową wędkę zarzucam na grunt,  daleko w lewą stronę zaś na drugiej założyłem spławik i postanowiłem, że dziś będę łapał w pobliżu walącego się pomostu. Wędka gruntowa przez 2 godziny stoi nie ruszona, a ja bawię się ze średnimi płoteczkami. Ok. godz. 6 coś mocno uderza w moją zapomnianą gruntówkę, na której myślałem że nie ma już przynęty. Zacinam, ściągam zestaw, a  na haczyku faktycznie nie ma przynęty. Myślę że może to coś większego i zarzucam dokładnie w to samo miejsce. Następną godzinę gruntówka nie chce ani drgnąć. Aż w końcu sytuacja się powtarza mocne uderzenie, zacięcie i znowu nic. Zmieniam haczyk myśląc, że to on jest przyczyną mojej niemocy w zacięciu lecz mimo zmiany sytuacja powtarza się. Myślę sobie, że gdyby nie spławikówka to bym narobił sobie wstydu przed kolegami którzy co rusz coś wyciągają na grunt. Ok. godz. 14 dzwoni kolega, od którego dostałem wędkę i pyta jak połów. Z niedowierzaniem słucha jakie mam brania na wędkę od niego i nic nie mogę zaciąć, przechwalając się w międzyczasie czego to on na nią nie złapał. Próbuję wszystkiego zacinam od razu jak widzę branie następnie odczekuję chwilę po braniu i nic nie skutkuje nie umiem zacinać myślę sobie. Postanawiam zawołać kolegę, który łowi obok, żeby zobaczył może robię coś nie tak. Okazuje się że wszystko jest ok. Tylko ta wędka jest jakaś zaczarowana. Od dłuższego czasu spławik na drugiej wędce stoi nieruchomo, a ja nie mogę pogodzić się z wyższością wędki nad moimi umiejętnościami. W końcu jest. Udało się!!! zaciąłem rybę !!! Wołam chłopaków, żeby nie mówili że kłamię. Wędzisko wygina się w każdą stronę. Hamulec kołowrotka pracuje jak opętany raz ryba ciągnie raz ja. Walczę ok. 5 min i ryba jest ok. 10 m od brzegu. To leszcz krzyczy kolega, drugi krzyczy że waży ok. 3kg. Zbiegają się wędkarze z pobliskich łowisk a ja walczę z tą rybą. Któryś z kolegów chwyta za podbierak i wchodzi po pas do wody. Każdy chce być mądrzejszy i udziela mi rad jak ciągnąć rybę ale ja nieustannie walczę nie tylko z rybą ale i z wędką której niestety jak się okazało nie można zaliczyć do klasowych. ryba jest  coraz bliżej, wędka po tej rybie chyba będzie musiała pójść na emeryturę ale nie poddajemy się ani ona ani ja. Kolega trzymający podbierak krzyczy że jest że ma ją po czym okazuje się że to fałszywa chwila radości, ryba wyskakuje z podbieraka. Im bliżej brzegu tym rzekomy leszcz jest silniejszy. W końcu jest, udaje się, mamy ją w podbieraku. Przejmuję podbierak od kolegi i wyciągam rybę na brzeg. Jest to faktycznie leszcz, po zważeniu okazało się że ma 3,72kg. Niesamowite uczucie wyciągnąć taka rybę, na takie wędzisko. Robię kilka pamiątkowych zdjęć, biorę łuskę na szczęście i rybkę wypuszczam. Wyprawę uznaliśmy razem z kolegami, którzy również złapali po parę kilogramów rybek za udaną. Od tamtej wyprawy raz łowiłem w tamtym miejscu ale nic większego mi się nie trafiło ale jestem pewien, że jeszcze kiedyś złowię tam potężny okaz.
  

Partnerzy

http://moczykije.pl/opowiadania/89-letnie-wedkowanie.html
Do góry