Polish Czech English French German Italian Portuguese Russian Spanish Turkish

RADUTA

07. 08. 03
Wpis dodał: Kulashaker
Odsłony: 5085
raduta 
 
Masowe śnięcie karpi. Od tego momentu jezioro przynoszące corocznie kilka karpi ponad 30 kg było zapomniane. Krótkie, lakoniczne informacje, nic więcej. To wszystko, co dowiedziałem sie od kilku śmiałków, którzy dalej próbowali szczęścia na Raducie. Upłynęły dwa lata od mojej ostatniej wizyty w Rumunii. W tym czasie słyszałem więcej gorszych niż lepszych wieści dotyczących sytuacji na jeziorze. Prym zaczęły wieść inne jeziora, jak na przykład francuskie Rainbow, Graviers itd. Udało się tam złowić kilka olbrzymów, m. in. też rekord światowy. Moje wspomnienia z Raduty były tylko piękne i dlatego na własnej skórze postanowiłem przekonać się jak sytacja tam właściwie wygląda. Jezioro na pewno straciło kilka kapitalnych sztuk, ale ufałem, że nie wszystkie.
 
Na początku kwietnia bieżącego roku zamierzałem wyjechać do Rumunii. Przypominam, że do rozwijającego się kraju. Parę lat wcześniej było trudno znaleźć tu stację benzynową czy drogowskazy. Dziś są już dobrze oznaczane drogi i stacje różnych firm są na każdym kroku. Lecz kraina wokół jeziora nadal śpi w XVII wieku. Stosunki na jeziorze zmieniły się jednak. Umówione miejsca są naprawdę zarezerwowane nawet bez poprzedniej zaliczki. W piątek wieczorem jesteśmy na miejscu w hotelu. Po kolacji i chłodnym piwku zasypiam w pokoju. Ranne słońce, śpiew ptaków, kumkanie żab wypędziło mnie z łóżka. Pierwsze kroki skierowałem na molo obok hotelu. Stwierdziłem, że woda w jeziorze znacznie opadła. Molo znajdowało się na wysokości 3 metrów nad powierzchnią. Zatoki były suche i zarośnięte chwastami. Nagle pomyślałem o mieliźnie, na której w przeszłości łowiłem. Zgodnie z tym co zobaczyłem będzie z niej wyspa. Samochodem przejechałem na drugą stronę jeziora i z daleka obserwowałem byłą mieliznę zmienioną na wyspę, obrośniętą glonami. Zatrzymałem się w miejscu, które dobrze znałem. Tutaj wyglądało zupełnie inaczej. W duchu zaplanowana taktyka od razu uległa zmianie i patrząc na wyspę wymyśliłem nową. Podczas tego nie zwróciłem uwagi, że samochód otoczyła sfora psów. Kiedy wysiadałem z samochodu, natychmiast rzuciły się na moje nogi. Kopiąc we wszystkie strony starałem się chronić spodnie, lecz psy nie przestawały. Posłuszne były dopiero jednemu z mieszkanców tego terenu. Był zawinięty w długi płaszcz, siedział na wózku o dwóch kołach ciągnietym przez osła. Odpędził psy i zniknął tak samo szybko, jak się pojawił. Całe popołudnie szykowałem rzeczy potrzebne do zasiadki i o godzinie piętnastej wszystkie zestawy były już wywiezione. Jeszcze nie zdażyłem usiąść, kiedy odezwał się sygnalizator. Już o 15:30 holowałem pierwszego karpia, który ważył 11,5 kg. Do wieczora i przez ddżystą noc złowiłem jeszcze siedem karpi, z czego dwa największe ważyły ponad 16 kg.
 
raduta1
Rano około godziny ósmej spiąłem jednego karpia mniej więcej trzydzieści metrów od brzegu. Poprostu uwolnił się z haczyka. Tego dnia złowiłem jeszcze dwie duże ryby. Pierwszą w czasie obiadu (17 kg) i drugą pod wieczór (11 kg). Piękny słoneczny dzień zakończył wieczorny deszcz i silny wiatr. W ciągu jasnej i bezwietrznej nocy pokonałem jeszcze kilka mniejszych karpi ważących od 11 do 13,5 kg. Przez następne trzy dni brania trochę osłabły. Jakby karpiom przestało smakować. Może przyczyniła się też do tego pogoda- stosunkowo chłodna i dżdżysta, w maju nietypowa dla tego kraju. W ciągu siedmiu tygodni, które już na Raducie dawniej spędziłem, tylko w jednym dniu padał deszcz. W czasie tych trzech w miarę spokojnych dni łowiłem 2 – 3 karpie dziennie w granicach od 6 do 16,5 kg. Pogodę można było ująć w dwóch słowach kwiecień-plecień. Burza goniła burzę.
 
Jednego ranka podczas holowania karpia przetarłem żyłkę o krawędź brzegu. Straciłem rybę, ale nie na długo. Spotkałem się z nią znów po południu, ponieważ zaplątała się koledze w żyłki. Wspólnymi siłami – ja z łodzi, on z brzegu – wyjaśnilismy sytuację. W końcu podebralismy ją gołymi rękami. Odhaczyłem ją zaraz przy łodzi. Oceniłem jej masę na 10 kg. Wieczorem znów zaczął padać deszcz. Skryłem się w namiocie, gdzie mogłem spokojnie odpocząć i śnić o dużych karpiach. Nie świadom tego co czeka mnie w nocy i następnego dnia.
 
raduta2
 
O godzinie 1.30 w nocy złowiłem najmniejszego karpia 5 kg, lecz to właśnie on rozpoczął trzydziestogodzinowy maraton. Od tej chwili pokonałem 24 karpie od 5 kg do 21 kg. W jednym momencie holowałem nawet trzy ryby jednocześnie. Podczas holu pierwszego karpia odezwał się sygnalizator. Nie reagowałem. Przypuszczałem, że holowany karp przepłynął przez żyłkę. Podczas drugiego odezwania śledziłem żyłkę, która skierowała się w inną stronę. Zaciąłem i odstawiłem wędkę do stojaku.Chwilę później powtórzyło się to samo. Naszczęście obeszło się bez zaplątanych żyłek. W końcu doczekałem się pięknego widoku w podbieraku. Wszystkie trzy karpie były bardzo silne i bojowe. Największego karpia (21 kg) złowiłem około piątej rano. Karpia bez większego problemu udało mi si przyciągnąć z odległości 300 m. Dopiero przy samym brzegu rozpoczął się piękny pojedynek.Pomimo kłopotów udało mi się go przeciągnąć przez krawędź w pobliżu brzegu i zaczęło się przeciąganie liny. W tej chwili żałowałem, że nie byłem w łodzi, jak zazwyczaj ma to miejsce. Byłem bardzo zadowolony, kiedy w końcu miałem kapria w zasięgu podbieraka, lecz ten nagle skierował się w stronę otwartej wody wyciągając 30 metrów żyłki. W podbieraku znalazł się dopiero po czwartym takim odjeździe. Żeby nie było zbyt łatwo, odezwał się następny sygnalizator. Odłożyłem podbierak i zacząłem holować następną rybę. Naszczęście podbierak nie był mi potrzebny. Rybę, którą oceniłem na 12 kg, odhaczyłem zaraz przy brzegu. Wróciłem do wielkiego karpia wyholowanego chwilę wcześniej. Byłem bardzo szczęśliwy, gdy waga pokazała trochę ponad 21 kg. Był zdrowy, silny i miał wielką płetwę ogonową. Wziął na kulki zrobione z mieszanki Bioenzym fish z A.C. łosoś. Pozostałe brania były na kulki Bioenzym fish z A.C. mega oranż i kulki z mieszanek Biosquid z A.C. kałamarnica. Miejsca były nęconee GLM i peletem z halibuta , a także dużą ilością kulek proteinowych.
 
Karpie w pobliżu karmionych miejsc odbywały właśnie tarło. Obserwowałem je podczas wywożenia zestawów – rozmnażały się kilka metrów ode mnie w płytkiej wodzie wśród roślinności. W ogóle nie zwracały na mnie uwagi, nawet głośne zachowanie nie przeszkadzało im. Były to ryby różnych wielkości. W ostatnim dniu w czasie obiadu wypiąłem jednego karpia przy brzegu. Było to jedyne branie w tym dniu. Ostatniej nocy złowiłem jesczce cztery karpie od 12 kg do 18,5 kg. Liczba wszystkich złowionych karpi to 46 sztuk. Wczesnym rankiem zrobiłem zdjęcia, spakowaliśmy się i po obiedzie wyruszyliśmy w długą drogę powrotną, podczas której wspominałem wspaniale spędzony tydzień na Raducie i byłem szczęśliwy, ża karpie są tam nadal i mają się całkiem dobrze.
 
Peter Šimonič
  

Partnerzy

http://moczykije.pl/spotkania-z-karpiami-karpiowanie-121/170-raduta.html
Do góry