Drukuj

Pechowa wyprawa

07. 12. 21
Wpis dodał: Listonorz
Odsłony: 3046
   
postPo dłuższej przerwie wybraliśmy się z Radkiem na rybki. Tym razem na miejsce połowu wybraliśmy Regalicę, a właściwie Cegielinkę w Szczecinie. Kilka dni wcześniej otrzymałem pocztą moją wymarzoną bolonkę i paliłem się do wypróbowania mojego 8 metrowca. Wyjazd zaplanowaliśmy na godzinę 24. Jednak, jak nietrudno się domyślić pojechaliśmy wcześniej.
 
Dawno się nie widzieliśmy, więc podróż minęła na rozmowie. Na miejscu oczywiście nie byliśmy pierwsi ale o dziwo z reguły najbardziej oblegane miejsce było wolne. Po krótkiej konsultacji postanowiliśmy zrezygnować z łowienia na kładce i stanęliśmy na początku murka. Od łowiących niedaleko wędkarzy dowiedzieliśmy się, że nie jest tragicznie, bierze rozpiór i sporadycznie płotka. Jak zwykle to ja zarzuciłem szybciej i miałem pierwsze branie. Na brzegu wylądowała niewielka płotka. Radek złowił małego leszczyka i zapowiadało się, że będzie nieźle. Zrobiło się zimno i mimo iż pogoda była sprzyjająca zmarzliśmy strasznie. Na domiar tego ryby przestały brać i zaczęliśmy tęsknie spoglądać na zaparkowany za nami samochód. Troszkę rozrywki dostarczył nam kolega po kiju z Drezdenka, który jako jedyny ze swojej ekipy nie spał. Opowiedział nam bardzo zajmującą opowieść jak to w Drezdenku zbudowali "Biedronkę". zlamanawedkaRozmowa była dość jednostronna ponieważ gość nie dopuszczał nas do głosu, ale pozwoliła zabić troszkę czasu. W końcu Radek nie wytrzymał i zaproponował udanie sie do auta. Co jakiś czas schodziłem do wędek, jednak to co widziałem nie nastrajało optymistycznie. Za każdym razem na haku znajdowało się to, co na nim umieściłem i to w stanie nietkniętym. Powoli zaczynali się zjeżdżać inni wędkarze i postanowiliśmy dać szansę rybom. Brania zaczęły się przed 6, jednak nie były zbyt częste. Postanowiłem wypróbować moją tajna broń, Bolonkę. Troszkę się motałem, ale udało mi się poskromić badyla i o dziwo miałem pierwsze branie. Mozolnie, co chwila rozplątując niesforny zestaw zacząłem łowić płotki. Nie były wielkie, jednak każda miała ponad 20 centymetrów i zabawa była przednia. Na grunt brania ustały prawie zupełnie i kilku wędkarzy widząc moje efekty usiłowało przerobić swoje gruntówki na metodę spławikową. Jednak kluczem do sukcesu była długość wędki, ponieważ grunt miałem ustawiony na 7,5 metra i wcale nie był za duży. Już pod koniec łowienia zestaw splątał mi się bardziej niż zwykle, więc postanowiłem zwinąć bolonkę i łowić na grunt. Prawie zdążyłem ja złożyć gdy nastąpił krytyczny moment. Trzymając bolonkę w ręku schyliłem się gwałtownie do feedera, na którego miałem branie, szczytówka dostała się pod pachę i usłyszałem nieprzyjemny dźwięk. Wędka pękła jak zapałka. Na szczęście dzięki wydajnej pomocy Radka moja nowa szczytówka przybędzie do mnie już niedługo i będę mógł jeszcze raz ją złamać:). Niestety Radek nie miał szczęścia na tej wyprawie i złowił tylko kilka ryb. Efektem moich połowów było ok. 30 sympatycznej wielkości płotek, kilka leszczyków i ładny karaś. Rybki były tłuściutkie i bardzo smaczne.
 
Listonorz