Polish Czech English French German Italian Portuguese Russian Spanish Turkish

Ekspresowe sandacze

09. 09. 24
Wpis dodał: Kulashaker
Odsłony: 6044
ekspresowe_sandacze
 
Sandacze łowię przez cały sezon. Tak prawdę mówiąc, to najchętniej łowiłbym je przez cały rok na okrągło – gdyby nie ustawowy okres ochronny. Bo sandacz to kwintesencja spinningu.
 
Pierwsze szlify sandaczowe zdobywałem na zbiornikach zaporowych. Tam też przez wiele, wiele lat łowiłem i nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne. Dałbym sobie obciąć głowę, że nie ma w spinningu już nic piękniejszego, bardziej emocjonującego i ekscytującego niż zaporowe rozpracowywania sandaczy, opadowe branie i w końcu walka z mętnookim. Zdanie zmieniłem po pierwszym czerwcu, który dane mi było spędzić na łowiskach wielkiej rzeki nizinnej. Czerwiec to taki miesiąc, że bierze wszystko i wszędzie. Trudno – już nie tylko nie złowić – ale wręcz nie...
 
nałowić się do bólu ...
 
nawet jeśli ma się o spinningu pojęcie zaledwie elementarne. Czerwiec tak ma i już. Ale nad rzeką czerwiec zapewnia intensywność wędkarskich przeżyć pomnożoną przez pięć, a czasem nawet dziesięć. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale to czego można doświadczyć w tym najcudowniejszym z miesięcy nie sposób opisać słowami. Kiedy już po raz pierwszy trafiłem na czerwcową rzekę – nic nie było mnie w stanie odwieść od spędzania nad nią wszystkich następnych czerwcy. Mimo że łowi się w zasadzie wszystko – czy też wszystko jest do złowienia - rybą bezapelacyjnie królującą jest sandacz. Sandacze można łowić przez cały dzień na okrągło, można też i w nocy. Kocham nocne łowienie. Myślę, że ryby nocą tracą swą dzienną ostrożność, czujność i powściągliwość. Atakują śmiało, zajadle i z impetem. Kto potrafi spinningowo wykorzystać czerwcowe, krótkie noce, ten już nigdy nie przestanie o nich marzyć. Nocne sandaczowiska można wytypować na kilka różnych sposobów. Najłatwiejszy z nich to poszukiwania akustyczne. Wystarczy znaleźć się nocą nad rzeką, przespacerować brzegiem paręset metrów i mieć uszy szeroko otwarte. Szybko okaże się, że nocna rzeka żyje życiem którego nie sposób doświadczyć za dnia. Tam gdzie będzie najgłośniej, najbardziej szumnie, tam gdzie rozbryzgi wody i uciekająca drobnica co rusz będą burzyć wodę, będą i sandacze. Metoda sprawdza się w dziewięćdziesięciu procentach. Te pozostałe dziesięć zostawmy sobie na realną ewentualność trafienia na żerowanie... sumów, których w czerwcu nie należy niepokoić. Sumy jednak nie żerują aż z takim rozmachem, a przede wszystkim nie w tak dużych stadach jak sandacze. Dobre łowiska nocne można też wytypować za dnia – to metoda numer dwa. Nocne łowisko powinno się charakteryzować przede wszystkim... 
 
obecnością nań pożywienia ...
 
czyli w wypadku rzeki w największej mierze uklei, leszczy lub kiełbi. Jeśli tylko takie miejsce znajdziemy – reszta jest już nieistotna. Tu na pewno zaglądają drapieżcy, a w czerwcu najczęściej będą to sandacze. Nocne łowiska na ogół nie są głębokie. Bywa nawet tak, że są bardzo płytkie. Tam gdzie za dnia widać każdy szczegół dna przykryty trzydziestocentymetrową warstewką wody, nocą może dochodzić do scen, które nie śniły się żadnemu spinningiście. Tam bowiem nocuje drobnica. Dobre przygotowanie się do nocnych łowów zaczyna się jeszcze za dnia. Mimo że złowienie ryby w dzień w miejscach gdzie będziemy polowali nocą raczej nie ma wielkich szans na powodzenie, warto taką miejscówkę obrzucać w świetle dziennym. Wczujemy się w charakter wody, dobierzemy przynęty do głębokości i siły nurtu i zlokalizujemy ewentualne zaczepy. Robienie tego wszystkiego nocą jest trochę bez sensu, bo po pierwsze noce czerwcowe są bardzo krótkie i lepiej w całości wykorzystać je na łowienie, a po drugie jeśli nocą zaczniemy lokalizować zaczepy to najpewniej wszystkie ryby spłoszymy. Do nocnego łowienia nadają się wszystkie przynęty które da się poprowadzić w nocnych łowiskach. Jako że łowiska to – jak już wspomniałem – na ogół niegłębokie i przynęty powinny być z tych, które nie nurkują na piętnaście metrów. Doskonałe – moim zdaniem najlepsze – są powierzchniowe woblery. Znam ludzi którzy z powodzeniem łowią obrotówkami czy wahadłówkami. Chyba najmniej to takiego łowienia nadają się gumy. Mimo że można je uzbroić w bardzo lekkie główki, guma zawsze będzie miała tendencje do pikowania w dół. A w wypadku nocnych sandaczy jest to niewskazane. Woblery których używam na nocne sandacze robię sam. Dzięki temu mogę dobrać ich pracę, wielkość i ciężar dokładnie do tego łowiska na jakim mam zamiar łowić. Raczej nie przesadzam z wielkością. Nocą warto byłoby łowić dużymi, a tym samym robiącymi dużo szumu przynętami, ja jednak wolę wabiki średnie. Górna granica moich nocnych woblerów to 10 centymetrów długości, najczęściej zaś łowię wabikami o długości 5-7 centymetrów. Powodów takiego wyboru jest kilka. Te najważniejsze z nich to... jazie, klenie i bolenie. Na duży wabik może i... 
 
ekspresowe_sandacze1
złowiłbym więcej sandaczy ...
 
ale pozbawiłbym się bardzo realnej w czerwcu szansy na to, że co któryś sandacz okaże się, a to boleniem, a to jaziem, a to wielkogębym kleniskiem. Takie urozmaicenie bardzo cenię i uważam że znacznie podnosi atrakcyjność nocnych połowów. Kolor woblera nie ma najmniejszego znaczenia z wiadomych względów – nocą go nie widać. Teorie o większej skuteczności woblerów jasnych, czy zgoła pomalowanych fluorescencyjnymi farbami można śmiało włożyć między bajki. Kiełb czy ukleja w nocy nie świeci, a sandacz bez trudu je znajduje i pożera. Woblery zawsze uzbrajam w kotwice najlepsze z możliwych. Tu nic jeszcze długo nie przebije Ownerów i Gamakatsu, a sandaczowe twarde podniebienie szybko zweryfikuje rzekomą „ostrość” kotwic z niższej półki. Moje woblery mają bardzo agresywną pracę, choć zawartą w niewielkiej amplitudzie wychyłów. No i rzecz jasna zawsze – nawet na głębszych łowiskach – penetrują górne warstwy wody. Nauczony doświadczeniami zaporowymi, a i ogólną wiedzą na temat łowienia woblerem w początkach moich nocno-czerwcowych łowów starałem się prowadzić wabik wolnym lub co najwyżej średnim tempem. Takie prowadzenie, wzbogacone o elementy całkiem statyczne jak stawianie woblera w jednym miejscu czy wręcz popuszczanie i podciąganie doskonale sprawdzało się na rzecznych sandaczach łowionych za dnia. Zdawać by się mogło, że nocą będzie – a przynajmniej powinno – być podobnie. Okazało się, że nie do końca. Którejś nocy na łowisku które obławiałem zaczął się prawdziwy szał żerowy. Jako że była to jedna z pierwszych nocy spędzonych na sandaczowym żerowisku jeszcze nie zdawałem sobie sprawy że mętnookie mogą aż tak widowiskowo i agresywnie żerować. Uznałem że sprawcami całego zamieszania, gejzerów rozbryzgującej się wody i drobnicy w panice uciekającej nawet na piaszczysty brzeg są bolenie. Jako że w łowisku pojawiły się rapy, posłałem smukły wobler w sam środek tej kotłowaniny i poprowadziłem w sposób typowo boleniowy – ekspresowym tempem. Branie na które nie czekałem nawet pięciu obrotów korbki kołowrotka niemal urwało mi rękę. Jeszcze nigdy nic tak mocno nie przywaliło w moja przynętę. Pomyślałem że mam bolenia życia tymczasem.... pod nogi przyholowałem ledwie dwukilogramowego sandacza. Pomyślałem, że to przypadek i ponowiłem rzut we wciąż warzącą się wodę. Kolejna ryba – uderzyła równie mocno choć już nie aż tak – też okazała się sandaczem. Każda kolejna tej nocy również nie miała w sobie nic z bolenia, choć wszystkie zostały złowione na ekspresowo, boleniowo prowadzone przynęty. Sposób „na bolenia” okazał się strzałem w dziesiątkę. Jeśli tylko nie możemy doczekać się brania w trakcie nocnego obławiania łowiska gdzie... 
 
słychać i widać ryby ...
 
trzeba przynętę poprowadzić ekspresem. A jeśli na klasycznie prowadzone wabiki jakieś brania rejestrujemy, ekspresowe tempo spowoduje, że będzie ich przynajmniej kilkakrotnie więcej. Na nocne, czerwcowe sandacze najlepiej wybrać się na którąś z dużych rzek nizinnych. Tam jest ich zdecydowanie najwięcej, a i rybodajne łowisko najłatwiej znaleźć. Są jednak jeszcze inne łowiska rzeczne które trudno byłoby nazwać wielkimi, choć sandaczy jest w nich co niemiara. To wszystkie odcinki rzek poniżej zapór zbiorników zaporowych. Czasem – szczególnie po intensywnym spuszczaniu wody ze zbiorników - podzaporowe rzeki mogą okazać się łowiskami które swą atrakcyjnością pobiją nawet uznane wielkorzeczne sandaczowiska. 
 
Tomasz Krzyszczyk
  

Partnerzy

http://moczykije.pl/sztuka-wedkowania/291-ekspresowe-sandacze.html
Do góry