Polish Czech English French German Italian Portuguese Russian Spanish Turkish

Tajemniczy tinca-tinca

11. 07. 03
Wpis dodał: Kulashaker
Odsłony: 4451
liny_logo.gif "Zmęczony karpiowaniem" postanowiłem jeden weekend poświęcić bardzo lubianej przeze mnie choć ostatnio trochę zaniedbywanej metodzie drgającej szczytówki. W piątkowe popołudnie, obładowani sprzętem wyruszamy wraz z moim kompanem Marcinem nad jedno z licznych łowisk w naszej okolicy. Celem wyprawy miały być srebrzyste karasie oraz licznie występujące w tym łowisku przepiękne karpie pełnołuskie. Po dotarciu nad wodę szybko się wypakowaliśmy i zaczęliśmy nęcenie. Do wody poleciała spora mieszanka różnego rodzaju ziaren z przewaga gotowanej kukurydzy, gdyż jak powszechnie wiadomo karpie wręcz przepadają za kukurydzą, a po drugie są po prostu do niej przyzwyczajone. Pierwsze godziny wędkowania mijają bez większych emocji oraz bez upragnionych brań. Ryby porostu mają gdzieś nasze przynęty. Co chwilę nad wodę wyskakują spore srebrzyste karasie oraz wspomniane wcześniej karpie.
 
lin004r.jpg

Około godziny 23.00 postanawiam coś zmienić i na oba haczyki zakładam rosówki, po cichu licząc że w nocy połakomi się na nie jakiś sumik. W końcu coś drgnęło i o godzinie 24 mam pierwsze bardzo delikatne branie. Szybki hol i na brzegu ląduje pierwszy karpik. Od tej pory na moich zestawach brania zaczęły się na dobre. Co kilkanaście minut holuję ładną sztukę. W dobrze zanęcone łowisko weszły również ładne liny, które również nie mogły oprzeć się serwowanym przeze mnie tej nocy rosówką. Pierwszy wyholowany lin ważył 1,8 kg przy długości 44cm, a drugi był trochę większy gdyż wskazówka wagi pokazała równe 2kg przy długości 48 cm. Podsumowując wyprawę, do rana wyholowałem osiem ryb w tym 5 karpi, 2 liny oraz leszcza „niejadka” 61cm, gdyż przy tej długości ważył zaledwie 1,5 kg. Z reguły przy długości 60 cm leszcze z tego łowiska ważą po około 3 kg. Niestety mój kolega nie miał tyle szczęścia co ja. Zniechęcony brakiem brań postanowił trochę pospinningować i w efekcie udało mu się złapać esoxa 1,5 kg. Na koniec wyprawy los dał mu jeszcze jedna szansę, której niestety nie wykorzystał. Po krótkim holu „spiął” ładnego karpia i zakończył wyprawę z jedna rybką na koncie. I tak bywa. Jak to mówią „raz na wozie raz pod wozem”, a może „szczęście sprzyja lepszym:)”.Nikt tak do końca tego nie wiem. Prawda jest taka, że wędkarstwo uczy nas pokory. Nie zawsze z ryb musimy wrócić z pełnymi siatkami. I całe szczęście, że to natura czasem wygrywa bo inaczej w niedługim czasie ryby oglądalibyśmy tylko w Internecie, a na wyprawy wędkarskie jeździlibyśmy na Naszą Klasę.
 
lin003r.jpg lin005r.jpg lin001r.jpg

Kulashaker
bon.gif
  

Partnerzy

http://moczykije.pl/wyprawy-wedkarskie/326-tajemniczy-tinca-tinca.html
Do góry